'Wyśniona jedenastka', Paweł Fleszar

Zdarza się, że zamiast czytać, pochłaniam książkę. Następnie oblizuje palce i cieszę się przyjemnym uczuciem dobrze podjętej decyzji. Czasami jednak spotykam na swojej czytelniczej drodze książki, które stawiają mi opór. Nie pozwalają na szybką konsumpcję. Wymagają powolnego skubania. Tak właśnie było z "Wyśnioną jedenastką".

Mniej więcej byłam świadoma tego, co czeka na mnie na kartach powieści. Wiedziałam, że o ile wątek kryminalny będzie dla mnie przyjemnością, o tyle mocny akcent sportowy może sprawić, że zarzucę czytanie. Ryzykowałam. Zazwyczaj nie podejmuję się czytania książek, o których wiem, że nie jestem w stanie ich skończyć, ale szczerze zaimponował mi autor. Jego samodyscyplina i prawdziwa pasja, które doprowadziły do napisania "Wyśnionej jedenastki".a

Uwaga! Sport!


Należy zacząć od faktu, że autor skupił się na bardzo konkretnej i dość wąskiej niszy odbiorców. Celował w ludzi, których nie tylko interesują książki, a dokładniej kryminały, ale także sport. Nie mówię tu o osobach, które posiadają bardzo ogólną wiedzę, taką jak moja. Odwołuję się do podgrupy, która nie tylko ogląda piłkę nożną, ale również posiada na jej temat bardzo specjalistyczną wiedzę.
Nie byłam w stanie połapać się w przywoływanych przez autora faktach. Gubiłam się w nazwiskach i fabule, ponieważ była ona tak ściśle związana ze sportem. Co gorsza, nie czułam przyciągania. Nie miałam potrzeby, by dotrzeć do końca powieści i rozwiązania akcji. Sport równa się w moim słowniku nudzie. Nic na jego temat nie wiem, więc przebrnięcie przez gęste sportowe wstawki było dla mnie prawdziwym wyzwaniem.

Warsztat


Autor ma dobry warsztat pisarski. Nie używa zbyt potocznego języka. Pisze płynnie i z charyzmą. Miałam jednak uczucie, jakby chciał czytelnikowi przekazać zbyt wiele. To, co w jego umyśle było poukładane i logiczne, na kartach powieści, w odbiorze okazało się zagmatwane i trudne w przetworzeniu. 
Informacje tłoczyły się w mojej świadomości niczym osy w ulu. Chciałam je wyselekcjonować, ale autor wciąż dodawał coś nowego, w wyniku czego byłam dość zagubiona. Na pewno nie pomogły przerwy w czytaniu. Jestem pewna, że wszystko to jest do przyswojenia, szczególnie w obliczu faktu, że autor naprawdę dobrze pisze. Trzeba jednak być naprawdę zdeterminowanym i kompetentnym w kwestiach piłki nożnej.

Prawie Bond


O perypetiach głównego bohatera czytałam z przyjemnością, choć pościgi i wielopiętrowe intrygi przypominały raczej amerykański film - pełen efektów specjalnych, garniturów, złych gości i pięknych kobiet. Trochę jak Bond, ale nie do końca. Dałam się zwieść, ponieważ na samym końcu autor zaskoczył. Rozwiązanie akcji okazało się bardzo nieoczekiwane i niepokojące. Wątek kryminalny jest bardzo silną stroną powieści, jednak trzeba go wyłuskać spomiędzy sportowych szczegółów.

Akcja rozgrywała się na dwóch płaszczyznach czasowych, co umożliwiało dokładniejszy wgląd w rozwijające się wydarzenia. Zabieg ten okazał się także kluczowych elementem na ostatnich stronach książki. Pozwolił czytelnikowi najpierw na gdybanie, a następnie na objęcie umysłem przygotowanego scenariusza, mimo że wprowadzał trochę chaosu.

Sportowy kryminał


"Wyśniona jedenastka" prawdopodobnie nigdy nie trafiłaby w moje ręce, gdyby nie kontakt nawiązany z autorem. Czytanie naprawdę poszerza horyzonty, chociaż w ogóle nie byłam na to gotowa. To było ciekawe spotkanie - pełne zakrętów, wzlotów i upadków. Sportowy kryminał? Nie sądziłam, że taka fraza kiedyś zaistnieje na tym blogu, ale oto jest. Jedyny w swoim rodzaju. Specjalistyczny. Wymagający.

Dla zainteresowanych ebook do pobrania za darmo na stronie.

Książka przeczytana i zrecenzowana dzięki uprzejmości autora. 
Dziękuję. :)
Recenzja jest w całości moją subiektywną opinią.


Kryśka

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Back
to top